Malta 2008

1 | 2 | 3

Malta wróciła do Poznania

 Dawno już nie widziałam tylu zadowolonych maltańskich widzów i wielką przyjemność czerpałam z maltańskich spotkań, którym wyjątkowo sprzyjała też aura. (...) słynny „przyjazny tłum" znowu penetrował miasto w poszukiwaniu teatru i dawał się temu teatrowi zaskakiwać.

Ewa Obrębowska-Piasecka, Głos Wielkoplski, 03.07.2008

2008-07-03

Kosaara z Offeuszem na koniec Malty

Artysta współczesny to bodajże najdłuższy spektakl w historii Malty. Rozpoczął się dwa lata temu. -Pod pseudonimem Koszara zacząłem tworzyć wtedy fikcyjne „dzieła sztuki" i zdecydowałem się na artystyczny coming - out w Internecie - wspomina reżyser widowiska, Artur Kłosiński. - Wyszedłem z założenia, że sprzedać można dziś wszystko, trzeba tylko umieć się wypromować, mieć trochę szczęścia i przychylną prasę - dodaje.

 

Marta Kaźmierska, Gazeta Wyborcza - Poznań, 30.06.08

2008-06-30

Wybrano najlepszy debiut Malty.

Performance teatralny Keret Kolektywu Harakiri Farmer uznany został najlepszym debiutem Festiwalu Teatralnego Malta - cyklu „Nowe Sytuacje" - poinformował w niedzielę na konferencji prasowej podsumowującej festiwal dyrektor Malty, Michał Merczyński.

 

http://www.polskalokalna.pl/, 29.06.08

2008-06-29

Costello na koniec Malty

To były 18 urodziny trwające sześć dni. I jak przystało na „osiemnastkę" z lekka zwariowane i pełne wrażeń.

 

 Gazeta Wyborcza 28.06.2008

2008-06-28

Arma Theater na Starym Rynku. Syrenki budzą się przed zmierzchem

Spektakl bodaj najbliższy bezpretensjonalnej clownadzie, którą pamiętają wszyscy znający Maltę od „maleńkości" - to Shpooka Tours. Izraelscy artyści z teatru Atma amitnie przełamują konwencje i jednoczą ludzi.

GRAD, Gazeta Wyborcza - Poznań, 27.006.08

2008-06-27

Nostalgia do starej Malty

(...) I stało się! Niby nic, niby wygłup, konwencja, maskarada- a jednak działa! Przekonajcie się Państwo sami- to może to być znacznie bardziej ekscytujące i pouczające niż niejedna egzotyczna wycieczka. Można wyprawić się w nostalgiczną przeszłość, ale kierunków jest przecież znacznie więcej. Zaręczam i szczerze polecam. Najważniejszym aktorem w tym spektaklu jesteśmy przecież my sami.

 

Ewa Obrębowska Piasecka, Głos Wielkopolski, 25.06.2008

2008-06-25

Arma Theater. Nostalgia do starej Malty.

Wprost ze Starego Rynku trafiamy właśnie do rodzinnego biura podróży państwa Sphooka.(...) Kolejne grupy widzów dostają się w ich ręce i wypełniają stosowne formularze: imię, nazwisko, wiek, numer buta, waga, przebyte choroby, niespełnione marzenia... Dają się poczęstować cukierkiem, odświeżyć perfumami, wkładają na głowy głupawe czapeczki biorą do ręki bilet... A potem? A potem kolejna trójka trafia do podjeżdżającej właśnie syrenki - bo to ona jest głównym rekwizytem spektaklu - i jedzie w kilkuminutową „podróż życia". Dokąd? A to już zależy od podróżujących, od towarzystwa, w jakim się znajdą, od nastawienia, nastroju, potrzeb i oczekiwać...

 

Ewa Obrębowska-Piasecka, Głos Wielkopolski, 25.06.08

2008-06-25

Piekielni Szwedzi zaczęli pod pręgierzem.

Szwedzcy artyści zawładnęli widownią po krótkim wprowadzeniu przez DJ-a, który balansując na krańcach autobusu, wprowadził swoje oraz publiczności biodra w jamajskie rytmy. Potem była rozpalona hulajnoga, pojawiły się płonące wózki, rozbłysnęły lasery. Był też wokół Poznań, który - choć okrywany zapadającymi ciemnościami - zapragnął na chwilę spłonąć.

Olga Pawlak, Gazeta Wyborcza - Poznań, 24.06.08

2008-06-24

Ognisty początek za sprawą Szwedów z Burn Out Punks

Odrażający, brudni, źli, a przede wszystkim ziejący ogniem. Tak można by podsumować występ zespołu Burnt Out Punks, który zainaugurował oficjalnie Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta 2008.

Stefan Drajewski, Głos Wielkopolski, 24.06.08

2008-06-24

Cały ten zgiełk

W zimny czerwcowy wieczór 2007 r. deszcz zacinał coraz mocniej. I wtedy stało się coś dziwnego: okutani w kaptury widzowie zrzucili z głów okryciai zamknęli parasole. Może zrobili to w geście zwyczajnej ludzkiej solidarności (aktorzy grali m.in. w kostiumach kąpielowych)? Może Kierowało nimi wzruszenie i chcieli je jakoś wyrazić? A może poczuli ciepło biące ze sceny, tak intensywne, że kurtki i kaptury przestały być potrzebne? Ci widzowie, których zapamiętałam na równi ze spektaklem, wrócą na spotkanie z niezwykłymi artystami. Jestem tego pewna.

Marta Kaźmierska, Gazeta Wyborcza 23.06.2008

2008-06-23

1 | 2 | 3